piątek, 24 maja 2013

Rozdział szesnasty


Rozdział krótki, ale mam nadzieję, że nie będziecie źli :D
________________________________________________________________________       

  Taniec dwóch znienawidzonych przez siebie osób, nie umknął uwadze innym uczniom.  Wszyscy wpatrywali się w nich z ogromnymi oczami. Parę Ślizgonek udławiło się pączem, przez ten widok. Zabini, był tak zszokowany, że z wrażeni a potknął się o własne nogi, lecz dzięki pomocy Ginny nie ośmieszył się przed całą szkołą. Kiedy Ginewra złapała go za rękę i mocno pociągnęła, pomyślała, że powinno być na odwrót. Że to on powinien ją uratować przed kompromitacją.  Jednak nie to było teraz istotne. Ginny patrząc na swoją przyjaciółkę Hermionę - totalną antyfankę Ślizgonów - nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Kiedy ta cudowna, wolna i niezapomniana dla wszystkich obecnych tam uczniów piosenka skończyła się, Draco i Hermiona jeszcze długo stali wtuleni w siebie. Ani  brązowooka Gryfonka, ani zabójczo seksowny Ślizgon nie chcieli wypuścić się ze swoich objęć. Tuląc się nawzajem, czuli, że w swoich rękach mają cały swój świat. Tę cudowną chwilę, zakończyła pewna zazdrosna Ślizgonka – Pansy Parkinson.
- Co się tu dziee… Draco! Draco, co ona ci dała?! Draco! – zbulwersowana, podbiegła do pary młodych kochanków i rozdzieliła ich swoim ciałem. Odwróciła się tyłem do panny Granger i popatrzyła Malfoyowi w oczy.
- Pansy, nie bądź dziecinna. Nie widzisz, że jestem zajęty?
- Ale Draco! Ty nie trzymasz się ze szlamami! A tym bardziej nie tańczysz z nimi do wolnych piosenek…
-  Spadaj, Mopsico. Hermiono, chodźmy – tu zwrócił się do Gryfonki i złapał ją za rękę. Dziewczyna odwzajemniła gest i dopiero teraz spostrzegła, że są otoczeni przez pół Hogwartu. Uczniowie wpatrywali się w nich, co było bardzo krępujące. Nawet niektórzy wścibscy i ciekawi nauczyciele, w tym nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią, prawdziwy pan Malfoy, patrzyli na tę parę i byli bardzo zdziwieni. Dostrzegła rudowłosą Ginny, która stała w rogu szeroko uśmiechnięta.  Trzymała za rękę Zabiniego.  Widząc to, Hermiona nie powstrzymała uśmiechu, który sam wymalował się na jej ustach. Uśmiechnęła się serdecznie i szeroko.  Draco widząc szczęście dziewczyny, sam uśmiechnął się i powoli szedł ku wyjścia ciągnąc za sobą Hermionę, której w tedy przypomniało się, że przyszła tutaj z Draco, w jeansach.  
- Hej, chwila! A wy dokąd? – krzyknął Blaise. – Jako organizator balu, razem z moją cudowną towarzyszką Ginny, uznaliśmy, że chyba każdy zgadza się na to, aby to właśnie Draco i Hermiona zostali królem i królową dzisiejszego balu. Prawda? Więc zapraszam was, na naszą scenę… którą można również nazwać parkietem. No, chodźcie!
Hermiona była bardzo zmieszana zaistniałą sytuacją. Nie miała w planach wyjścia na bal, a co dopiero zostania jego królową. Ale jako Gryfonka, czyli dziewczyna odważna, bez wahania ruszyła w kierunku sceny. Szła pewnym krokiem, była uśmiechnięta. Wskoczyła na scenkę jak sarenka, a za nią jej towarzysz. Stanął za nią i objął od tyłu, tak, że Hermiona poczuła się jak bezbronna księżniczka. Razem, wyglądali cudownie.
Po otrzymaniu koron, wszyscy zaczęli się powoli rozchodzić do swoich dormitoriów. Było już bardzo późno, uczniowie byli padnięci ale jednocześnie podekscytowani „sojuszem” Draco i Hermiony.
Tej nocy Hermiona nie mogła zasnąć. Ciągle myślała o szalonym geście Draco. O jego zapachu perfum. O jego cudownym głosie. O jego lśniących blond włosach. Oraz o jego niebiesko szarych oczach. Co chwila karciła się za te myśli, jednak one i tak pozostawały w głowie Gryfonki.
Usiadła na łóżku i uśmiechnęła się do siebie. Jednak po chwili uśmiech zszedł z jej cudownej buzi. Teraz na myśli miała tylko jedno pytanie… Co będzie jutro?
*****
- Czy odezwie się do mnie? – pytał Draco w myślach. Siedział przy oknie i patrzył na pełnię księżyca. Całe błonia jaśniały od jego blasku. Jezioro świeciło najmocniej. To był piękny widok, na który Draco mógł patrzeć godzinami. Nie męczyła go senność. Nurtowało go pytanie. Co będzie dalej? Czy będzie jak dawniej? Czy Hermiona pozwoli ponownie się gdzieś porwać? Niestety mistrz podrywu nie znał odpowiedzi na to pytanie.
*****
- Hermiona, wstawaj! Śniadanie zaraz się skończy, a ty ciągle śpisz! – krzyczała Ginny cała czerwona ze złości.
- Co-o? Już, już… Zaraz – zerwała się Hermiona. – Wczoraj był bal?
- Tak, był – powiedziała Ginny i zaśmiała się. – Tak, poszłaś tam z Draco i zostałaś królową balu. Tak, to nie był sen.
- O nie… - rzuciła Gryfonka i szybko zerwała się do łazienki. Wskoczyła w czarne rurki i zieloną bluzkę. Twarz, ochlapała zimną wodą, umyła zęby i zrobiła pięcio minutowy makijaż, składający się z tuszu i czarnej kredki. Swoje kochane, szalone loki spięła w wysokiego kucyka. Kiedy wyszła z łazienki piękna jak zawsze Ginewra czekała na nią w drzwiach.
- Jesteś coraz szybsza, Hermiono. Chyba nabierasz wprawy.
- Ma się to coś – dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
Kiedy weszły do Wielkiej Sali, nie zliczona ilość gapiów zjadała Hermionę wzrokiem. Głównie dziewczyny. Zazdrosne dziewczyny. Hermiona rzuciła wzrokiem na stół Ślizgonów, ale nie ujrzała tam Draco, co bardzo ją zawiodło. Usiadła koło Harrego, który od razu zmiażdżył ją wzrokiem.
- Chodź, musimy pogadać – rzucił krótko po czym wstał od stołu i poszedł w kierunku wyjścia. Głodna Hermiona przewróciła oczami i ruszała za swoim przyjacielem.
- Hermiona, co to miało być?
- O co ci chodzi, Harry? – Hermiona dobrze wiedziała o co mu chodzi. W końcu poszła z wrogiem na bal.
- Jak mogłaś iść z Draco na bal?! Nie rozumiesz, że on jest zły?!
- Wiesz, z tego co wiem, mam wolność wyboru i mogę robić co chcę! A ty, nie będziesz mi rozkazywał co mam robić.
- Hermiono, to Śmierciożerca! Wiesz o tym i tak po prostu to zlewasz? Idziesz sobie z nim na bal? Tańczysz, jak para zakochanych?
- Może mi na nim zależy? Czemu patrzysz na to z góry? Po za tym, on nie jest Śmierciożercą. Jego ojciec nim jest.
- Ale lada chwila będzie! I co? Może ty też przejdziesz na stronę zła? Olejesz przyjaciół?
- Harry, jak możesz! Uważasz, że zachowałabym się tak? Dziękuje ci bardzo. Fajnie, że masz o mnie takie zdanie. Takich przyjaciół jak ty, to mogę sobie w dupe wsadzić! Jeśli nie akceptujesz mojego wyboru, to trudno, jakoś to przeżyję! Idź do tego pedała Rona, psujecie do siebie idealnie! – krzyknęła jednym tchem Hermiona i ze łzami w oczach pobiegła do Łazienki Jęczącej Marty, gdzie wybuchła głośnym płaczem.
- Coś się stało?
- Nie, nic… Cześć Draco.
- Cześć. Więc czemu płaczesz?
- Harry, nie ważne – powiedziała Gryfonka i odwróciła się przodem do chłopaka. - Wiesz, zastanawiałam się dzisiaj w nocy, jak będą wyglądały teraz nasze relacje. Wiesz, po balu…
- Myślałem dokładnie o tym samym. Jak myślisz, co z tym zrobimy?
- Nie wiem, dlatego pytam.
- To chodźmy do mnie.
- Ee.. Że co?
- Wytłumaczysz mi runy.
- Dobra…
- Chyba, że nie chcesz?
- Chcę. Bardzo chcę wytłumaczyć ci runy.
- To ironia?
- Absolutnie nie. Chodźmy.
******
- No a ty co o tym myślisz? W końcu też byłaś na balu i widziałaś tę akcję.
- Nie wiem, Harry. Ja uważam, że Hermiona ma prawo… Wiesz, miłość nie wybiera.
- Jaka miłość? Jaka miłość, Luno? Przecież to zwykły idiota, a ona najwidoczniej też poukładane w główce nie ma, skoro robi takie rzeczy.
- Harry, nie wiem, naprawdę, nie mam teraz do tego głowy…
- Coś się stało…
- Tak. Tata chce mnie wypisać z Hogwartu.
*****
Ron szedł spokojnie korytarzami Hogwartu, kiedy zauważył, że dzieje się coś dziwnego. Wszyscy patrzyli na niego i wybuchali głośnym śmiechem. Ron zaczerwienił się, ale szedł żwawo przez korytarz. Było mu głupio, bo wszyscy najwyraźniej śmiali się z niego,  a kompletnie nie wiedział o co chodzi. Nagle zza rogu pojawiła się Pansy.
- O! Spedalony, siema! – krzyknęła głośno a wszyscy zaśmiali się jeszcze głośniej. – Masz już jakiegoś „kolegę”? Przecież wiesz, o co mi chodzi.
- Pansy, ty su…
- Co się dzieje? – do rozmowy wkroczył Cedric Diggory.
- O, cześć Cedrik! Wiedziałeś, że nasz kochany Ronald Weasley, jest gejem?
- Ron… naprawdę? – zapytał zszokowany Puchon.
- Tak. Jestem gejem! Czy wam się to podoba, czy nie!
*****
-  Więc… Czego dokładniej nie rozumiesz? – zapytała Hermiona Draco.
- Nie rozumiem, dlaczego dopiero teraz zaczęliśmy rozmawiać…
- Em, Draco. Pytałam o runy.
- Aa, przepraszam. Strona 153.
- Ja w sumie też sama nie wiem, dlaczego dopiero teraz zaczęliśmy rozmawiać. Wydajesz się być… Ssympatyczny – powiedziała Hermiona, której na myśl przyszło słowo „seksowny”.
- Ty jesteś bardzo sympatyczny.
- Tak myślisz? O nie. Muszę udowodnić ci, że jestem prawdziwym chamem.
- Dlaczego? Przecież sympatyczność to pozytywna cecha.
- No właśnie – powiedział Ślizgon. – Draco Malfoy ma być zły.
*****
- Wszystko w porządku, Ron? To co zrobiła Pansy, było okrutne.
- Tak, jest okej. Bycie homo ma dużo wad. Między innymi coś takiego, jak to.
- Wiem, co czujesz, Ron.  To smutne kiedy ktoś się z ciebie wyśmiewa.
- Nie wiesz, Cedrik. Nie masz zielonego pojęcia. Nie jesteś „inny”.
- To się zdziwisz stary – powiedział Cedrik. – Ja też jestem inny. Tak samo inny jak ty.

poniedziałek, 13 maja 2013

rozdział piętnasty

Jak każdy widzi, nasz blog ma nowy szablon, który mnie i Belli niebywale się podoba :D
Zawdzięczamy go cudownej Adzie Howard z bloga The Spiral Graphic. Serdecznie polecamy ich twórczość i zapraszamy :)

Rozdział jest dość długi i sama nie wiem, co mnie podkusiło, żeby tak go rozciągnąć. Mam nadzieję, że przetrwacie do końca :) ~Narcissa


Na początku balu było doprawdy cudownie. Wszyscy świetnie się bawili nawet, gdy był początek imprezy; widocznie każdemu brakowało trochę zabawy w ciągu swojej edukacji w Hogwarcie.
Ginny i Zabini byli zajęci oprowadzaniem i zapraszaniem gości, a mimo tego całkiem dobrze się bawili w swoim towarzystwie. Blaise od czasu do czasu rzucał zabawnymi komentarzami w stronę źle ubranej ucziennicy, bądź ucznia, co bardzo rozśmieszało Ginerwę. Nie miala pojęcia, dlaczego tak dobrze czuje się w towarzystwie Ślizgona. Zawsze pluła na ich głupie zwyczaje, zachowania, była całkowicie przeciwna przekonaniom i poglądom, które prezentowali uczniowie tamtego domu. Jednak Zabini był inny. Był bardzo kulturalny, życzliwy, miły, inteligentny, zabawny. Nie twierdził, że Hogwart jest tylko dla czarodziejów z czystą krwią, za co Ginny bardzo go doceniała.
- Jak ci się podoba? - zagadnął Blaise.
- Ciekawie, ciekawie - zaśmiała się rudowłosa. - Gdzie Draco?
- Nie idzie.
- Jak to? - Ginny popatrzyła pytająco w stronę towarzysza balu. - Taki koksu nie poszedł?
- No też mnie to zainteresowało, ale właściwie się nie pytałem.
Blaise dalej tematu nie rozwijał, ponieważ kolejni uczniowie wchodzili na salę, nie rozumiejąc za bardzo, gdzie są. No właśnie.
Sala balowa była umieszczona w pokoju, który nigdy, ale to przenigdy, nie był używany.McGonagall postanowiła wykorzystać go do celu typowo rekreacyjnego, ponieważ właściwie do niczego innego się nie nadawał. Pomieszczenie było bowiem ogromne, posiadało wielkie okna, lecz było tam za zimno, aby prowadzić tam lekcje. 
- Ooo, patrz na nich! - krzyknęła Ginny do Blaise'a, gdy ujrzała schodzącą po schodach parę Luna-Harry. - Cudownie wyglądają...
Zabini ujrzał cudownie umalowaną, uczesaną w starannego koczka blondynkę, idącą w błękitnej sukni, jaką noszono w średniowieczu. Wyglądała przecudownie, a błękit idealnie komponował się z jej bladą karnacją i blond włosami. A Harry? On wcale nie odstawał -  ubrany był w kostium w kolorze czarno-zielonym, który również idealnie pasował do jego oczu oraz do ciemnych włosów. Oboje wyglądali zjawiskowo, co nie umnkęło uwadze żadnej pani lub panu.
- Daj spokój - zagadnął Blaise - ty wyglądasz najlepiej na tym balu. Żadna dziewczyna nie wygląda równie pięknie.
- To miłe, Blaise - Ginerwa uśmiechnęła się do chłopaka i poczuła, że lekko się rumieni. - Ty też wyglądasz bardzo dobrze.
Zabini lekko uśmiechnął się w stronę Ginny i złapał ją w pasie, przyciągając do siebie.
- Mamy wyglądać jak para, prawda? 
Ginny uśmiechnęła się i oparła głowę o tors chłopaka. Czuła się cudownie.
***
Draco siedział w swoim ulubionym fotelu, grzejąc się w cieple kominka w pokoju wspólnym dla prefektów. Miał gdzieś ten cały bal i nie miał zamiaru na niego iść, błaznując przed całą szkołą i tańcząc w rytm jakiejś prostackiej muzyki. To nie dla takiego arystokraty jak on. Poza tym, nie miał z kim iść, a Pansy Parkison raczej nie należała do jego wymarzonej parnerku na balu.
Za pewne teraz się dziwicie, w jaki sposób Draco Malfoy mógł nie znaleźć sobie partnerki? Jedyną dziewczyną, z jaką chciałby pójść był nie kto inny, niż Hermiona Granger.
Miał słabość to tej dziewczyny. W ciągu wakacji przeszła ogromną przemianę i z małej, szarej myszki przerodziła się w istną seks bombę, która tylko kusiła, aby ją pocałować, przytulić, dotrzymać towarzystwa. Dracon nie był byle kim, więc bajery dziewcząt rzucane w jego kierunku robiły na nim małe wrażenie, jednak Granger zawsze miała coś w sobie, co go pociągało, tylko... nie chciał się do tego przyznać.
Czy Malfoy kochał Hermionę? Skąd, nigdy nie zakochałby się w osobie, która nie miałaby zamiaru odwzajemnić tego uczucia.
***
- Hermiono, ty nie idziesz? - zapytała Parvati Patil, wykonując ostatnie poprawi w swoim makijażu. 
- Nikt mnie nie zaprosił, poza tym... raczej nie mam ochoty.
Parvati smutno uśmiechnęła się do koleżanki, a następnie wyszła, głośno zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę Hermiona naprawdę jej zazdrościła, jednak postanowiła nigdy tego nie okazać. Jak dotąd świetnie szło jej kłamanie w sprawie balu, zgrabnie zatajała fakt, iż bardzo chciała iść na bal, lecz nie miała z kim. 
Chwilę stała bez ruchu, patrząc w przed chwilą zamknięte drzwi, gdy nagle zdała sobie sprawę, że przecież wypracowanie z numerologii samo się nie zrobi. W tym celu udała się do biblioteki, poprzednio wrząwszy dwa arkusze pergaminu i pióro.
Gdy szła korytarzami Hogwartu, słyszała szybką, czasem wolną muzykę dobiegającą z tajemniczej klasy. Szła w rytm melodii, od czasu do czasu wycierając łzy spowodowane samotnością tego wieczoru.
Było jej naprawdę przykro, że nikt nie chciał z nią iść, lecz pomimo tego i tak nie miała zamiaru okazać swojej melancholii.
Otworzyła drzwi i zobaczyła siedzącą przy biurku panią Prince. Wolała jej nie denerwować, bo widocznie już była wystarczająco bardzo zirytowana balem, a co za tym idzie, hałasem, panującym w Hogwarcie. Cicho przywitała się z bibliotekarką, a następnie zaczęła chodzić między regałami, w celu znalezienia książki pt. "Numerologia - nauka czarodziejów". Nie musiała długo szukać. W bibliotece przesiadywała od pierwszego roku, więc rozmieszczenie ksiąg miała w jednym paluszku.
Po znalezeniu książki usiadła przy pierwszym lepszym stole, i skupiając się na wypracowaniu, zobaczyła tego kogoś...
***
Malfoy rzucił książką w ścianę, nie mogąc opanować emocji. Dlaczego ten głupi Zabini bawił się tak dobrze z Weasley'ową, a on nie mógł być królem parkietu?! Należało się mu to, w końcu był przystojniakiem Hogwartu, chłopakiem, któremu chciały oddać się wszystkie dziewczyny.
"W dupie to mam, wychodzę" - pomyślał i wyszedł z pokoju wspólnego, zatrzaskując za sobą drzwi.
Nie wiedział, gdzie idzie. Może na błonia, może do pustej klasy, może do ojca. W każdym bądź razie nie miał zamiaru siedzieć sam w taki wieczór, to było zbyt przygnębiające. Szedł nerwowym krokiem, co jakiś czas odwracając się, by sprawdzić ludność na korytarzu. Oczywiście nikogo nie spotkał, gdyż każdy się bawił.
Idąc, zdał sobie sprawę, że jesy obok biblioteki. Przez sekundę pomyślał, że może spotka tam Granger, jednak ta myśl szybko zniknęła mu z głowy, nie miał ochoty robić sobie nadziei. Niestety, pragnienie zobaczenia jej było zbyt wielkie, więc szybko otworzył drzwi do pomieszczenia i - jak na zawołanie - ujrzał tam nikogo innego, jak Hermionę Granger.
***
- Jak się bawisz, Luno? - zapytał Harry, tańcząc rytmicznie.
- Jest wspaniale, Harry! - krzyknęła Luna tak, aby partner ją usłyszał.
Nagle wśród tańczących uczniów, Wybraniec ujrzał swojego rudego przyjaciela, który zupełnie nie zraził się brakiem pary tego wieczoru i bawił się w najlepsze.
- Harry, mogę cię prosić na chwilkę? -zagadnął przyjaciela.
- Eee... Luno...?
- Idź, idź - uśmiechnęła się blondynka.
Harry puścił jej rękę i poszedł za Ronem, który, jak to było widać, promieniował radością. Gdy w końcu dotarli w miejsce, gdzie nie było ludzi, Ronald popatrzył się i rzekł:
- Ładnie dzisiaj wyglądasz, Harry.
Zielonooki popatrzył się ze zdumieniem na chłopaka. Poczuł dziwną falę gorąca, a także, iż uszy mu się czerwienią. Na nieszczęście Rona był to zły znak.
- Co ty, kurwa, odwalasz?! - Harry'emu stanowczo puściły nerwy.
- Pochwaliłem tylko twój wygląd, czy to grzech?!
- Ron, powiedz mi jedno...
- Tak, Harry?
- Jesteś homo?
Ron spojrzał ze strachem w puste, zielone oczy Harry'ego. Tego by się po nim nigdy nie spodziewał. Takie pytanie? W takiej sytuacji? Długo namyślał się nad odpowiedzią, jednak nie miał zamiaru kłamać. Nie chciał do końca kryć się ze swoją orientacją, jednak nie chciał również stracić przyjaciela. Mimo wszystkich przeciwności uznał, że on, Ron Weasley, nie jest łgarzem.
- Tak. Jestem.
Wybraniec zaniemówił. Jeszcze niedawno Ronald był całkiem normalny, był jego najlepszym przyjacielem, spędzali ze sobą całe dnie, aż tu nagle... jest gejem? Zwykłym pedałem? Był zdruzgotany, cały czas miał cichą nadzieję, że może jednak Ronald zmieni się, będzie całkiem normalny, a wszelkie przejawy jego homoseksualizmu będą tylko zbiegiem okoliczności, jednak w tamtym momencie ziścił się jego najgorszy sen.
Przemyślania przerwała mu śmiejąca i wyłaniająca się zza ściany postać Pansy Parkison.
***
- Malfoy! - krzyknęła Hermiona, po czym usłyszała, jak pani Prince ją ucisza.
- Co? Aż tak cię podnieca moja osoba? - zapytał chłopak z szelmowskim uśmiechem.
- Wstydziłbyś się tak mówić. Oczywiście, że nie.
- Czemu siedzisz tu tak sama? - Malfoy usiadł obok Hermiony, dyskretnie czytając jej książkę.
- Bo... nie poszłam na bal, chyba widać.
- Szlama Granger nie poszła na bal... ciekawe.
- Zamknij się. Mam dość tych twoich wrednych komentarzy.
Malfoy wybałuszył oczy na Hermionę. Grzeczna dziewczynka zmieniła się w diablicę.
- Ależ przepraszam, panno Granger. To już nigdy się nie powtórzy - spojrzał na Gryfonkę i głośno się roześmiał.
Hermiona ujrzała po raz pierwszy śmiejącego się Malfoy'a. No może poza sytuacjami, w których wyśmiewał innych ludzi, lecz ten śmiech był inny... serdeczny. Zobaczyła jego śnieżnobiałe zęby oraz roześmiane oczy i sama wybuchła śmiechem. Przez chwilę oboje śmiali się, aż Hermiona postanowiła przywołać się do porządku i zupełnie ignorując Malfoy'a, wróciła do pisania wypracowania.
- Ejejej, tak po prostu mnie zlejesz?! Tak się nie traktuje pana Malfoy'a - powiedział, po czym lekko się uśmiechnął.
- Hm, a dlaczego ten cały pan Malfoy nie wybrał się na bal? 
- Powiedzmy, że... nie znalazł odpowiedniej osoby towarzyszącej. Chociaż...
- Słucham? -  Hermiona szeroko się uśmiechnęła.
- Panna Granger nie ma, z kim iść, pan Malfoy również, więc może niech te dwie osoby pójdą razem. Czy myślisz, że panna Granger byłaby chętna na wypad z arystokratą?
- Myślę, że panna Granger... - tu Hermiona zawiesiła. Co zrobiłaby panna Granger?
Malfoy od pewnego czasu zaczął jej się podobać, jednak stereotyp dotyczący tego, iż para Slytherin i Gryffindor nie może istnieć, był silniejszy. Draco nigdy nie był dla niej zbyt miły, jednak ostatnio zaczął wykazywać wobec niej trochę człowieczeństwa, zaczął traktować ją należycie, z szacunkiem, tak, jak zawsze tego chciała. Choć nie potrafiła okazać od końca swoich uczuć, czekała na chwilę, w której wydarzy się przełom między nią a Malfo'em.
- Myślę, że panna Granger byłaby chętna.
W jednej chwili Hermiona ujrzała, jak Draco wstaje, odsuwa jej krzesło. W następnej zaś poczuła, jak jej ręka i ręka Dracona splatają się.
- Malfoy, co ty robisz?! - krzyknęła.
- No idziemy na bal, przecież się zgodziłaś! - Draco roześmiał się i pociągnął Hermionę przez blibliotekę, a następnie przez korytarze. Biegli jak nienormalni, jednak - o dziwno - każdemu z nich się to podobało.
- Malfoy, jestem w jeansach! - krzyknęła Miona, próbując złapać oddech.
- To co, ja też! Pośpieszmy się, to może zdążymy na ostatnią piosenkę!
***
Ginny piła pącz, gdy nagle drzwi wejściowe się otworzyły, a w nich stanęła para, która nigdy nie przyszłaby nikomu do głowy. Draco i Hermiona.
- Lecicie w chuja? - powiedziała nagle do siebie Ginny. - Blaise!
- Co się dzieje? - zapytał chłopak.
- Patrz...
W tej samej chwili panna Granger i pan Malfoy schodzili po schodach roześmiani do rozpuku. Jak osądził Dracon, dotarli na ostatni, wolny już taniec. 
Chłopak objął Gryfonkę i przyciągnął do siebie, tańcząc typowego "przytulańca". 
- Draco, wszyscy nas tu widz...
- Cicho, kochanie. Teraz bądź cicho.
Hermiona poczuła ciepło ciała Dracona. Nie pamiętała, kiedy czuła coś takiego. Sama nie potrafiła zrozumieć, co to za emocja, jednak było jej bardzo przyjemnie, czuła się bezpiecznie i miło. Wiedziała jedno: że tańca z Draco nie zapomni do końca życia.

środa, 1 maja 2013

rozdział czternasty


      Czas w Hogwarcie mijał bardzo szybko. Sprawdziany za sprawdzianami,  testy za testami – nie było kiedy nawet odpocząć od codziennej rzeczywistości. Rutyna ogarnęła uczniów jak i nauczycieli, którzy zarywali noce nad różnymi pracami. Uczniowie nie wysypiali się, chodzili niczym mumie.
- Kochani – zaczęła McGonagall – zauważyliście na pewno, że ten okres był bardzo… zabiegany. Chcę wam tylko powiedzieć, że teraz będzie o niebo lepiej. Zaliczyliście to co mieliście zaliczyć. Mam nadzieję, że podniosło was to na duchu. Wszyscy pewnie zapomnieliście o balu – dyrektorka uśmiechnęła się.- Bal, odbędzie się już dzisiaj! To tak dla przypomnienia. Stroje kupione? Mam nadzieję. Jeżeli nie, dzisiaj jest ostatni dzień w którym nasz cudowny sklep istnieje. Radzę się tam wybrać! Ogłaszam dzień wolny, z przyczyny przygotowań do balu. Już was puszczam, proszę tylko Blaise i Ginny o podejście tutaj. A wy, możecie już iść!
    Rudowłosa piękność wraz z  ciemnoskórym chłopakiem podeszli do nauczycielki i uśmiechnęli się. Przygotowania do balu zakończyli już około tygodnia przed rozpoczęciem, co dawało im ogromną satysfakcję.
- Jestem z was dumna.
- Dziękujemy.
- Bal rozpocznie się o 18. Orkiestra będzie tutaj o 15, pokażecie im  gdzie mają się rozłożyć. Okej?
-Oczywiście.
- Macie kreacje? Z kim się wybieracie? – wypytywała ciekawska McGonagall.
-Taa, stroi nie mamy. Ale idziemy razem – powiedział Zabini.
- O, to miło… - powiedziała Minerwa i poszła w swoją stronę.
- Oops, chyba się zdziwiła – zaśmiała się Ginny.
****
         Draco siedział w swoim dormitorium i czytał jakąś książkę. Nie pójdzie na bal. Nie będzie mógł znieść widoku Granger tańczącej z jakimiś bezwartościowymi Gryfonami. Z resztą, nie ma w Hogwarcie dziewczyny, z którą mógłby, a raczej chciałby pójść na bal. Więc po co się tam pchać?
- Siema – do dormitorium wpadł Blaise. – Z kim tym razem wybierzesz się na bal?
- Nie idę.
-Co?! Ty, taki alwaro, przepuścisz taką okazję?
- Nie chcę iść, wolę się pouczyć. Ostatnio źle mi idzie, a ojciec patrzy – skłamał Draco. W szkole szło mu bardzo dobrze i każdy o tym wiedział. Przecież nie przyzna się, że zabiłby każdego kto dotknął by Hermiony.
- Nie rozśmieszaj mnie, no ale niech ci będzie. Nie idź, „ucz się”.
- Wal się na ryj. A ty z kim idziesz?
- Z Ginny.
- Serio się pytam.
- Idę z Ginny. Jakiś problem?
- Z tym rudym gównem?
- Draco! Pojebało cię! Ja ją bardzo lubię i pójdę z nią na ten bal. Pierdol się – powiedział Zabini i wyszedł z dormitorium głośno trzaskając drzwiami.
- Pojebany – powiedział cicho Draco i wrócił do swojej ukochanej książki.
****
- Cześć, Hermiono.
- Hej, Ginny.
- Co tam? Masz już suknię?
- Nie mam sukni, ponieważ nigdzie się nie wybieram. Ale z tego co wiem, ty też nie masz, więc mogę iść z tobą pomóc ci coś wybrać.
- Dobra, ale lepiej mi powiedz, dlaczego nie idziesz?
- Bo nikt mnie nie zaprosił. Nie chcę iść sama.
- Jak wolisz… Chodźmy po suknię! Już się nie mogę doczekać!
- To chodźmy.
****
- Pansy, wydaje mi się, że w tej zielonej wyglądałaś lepiej – powiedziała Dafne.
-  Ale ta różowa jest boska!  - piszczała panna Parkinson.
- Oj, cicho. Strasznie wrzeszczysz. Zielona cię wyszczupla…
- Chcesz powiedzieć, że jestem gruba?!
-Nie o to mi chodzi…
- Patrz! Przyszła ta głupia szlama z tą głupią, rudą dziwką. Po co tu przyszły? I tak nikt ich nie zaprosi.
- Pansy, ogarnij się! Zaczynasz mnie wkurzać. Ciebie przecież też nikt nie zaprosił…
- Dlatego tam idę. Żeby pokazać wszystkim jaka jestem śliczna i zabawna. Żeby żałowali, że mnie nie zaprosili. Zrobię się na bóstwo.
- Skoro tak, to weź tę zieloną. Wyglądasz zajebiście.
- No dobra. A ty w co się ubierasz?
****
- Hermiona, nie wiem którą wybrać. Ta – pokazała na kremową suknię. – Czy ta? – wskazała brązową, elegancką kreację.
- Wydaje mi się, że brązowa. Bardziej do ciebie pasuje.
- Dobra, biorę ją.
- Dobra, bież ją.
****
- Ron! Widziałeś gdzieś mój garnitur? – krzyczał Harry.
- Wczoraj wisiał tutaj – Ron pokazał na wieszak, wiszący przy szafie. – Teraz, nie wiem gdzie jest.
- Ehh… przecież był tu! Co z nim?!
- Nie wiem, stary.
- Jest! Już się bałem. Tylko co on robi w twoim łóżku?
- Ee… ja mogłem patrzeć na niego… z bliska.
- Ron… Co ty robiłeś z tym garniturem?
- Nic. Tylko… wąchałem go.
- Wąchałeś go?!
- Masz bardzo ładne perfum.
- Oh, ty pedale! – wymsknęło się Harremu.
- Coś ty powiedział…?
- Nic, muszę iść. Zobaczymy się później, wpadnę się przebrać – powiedział Harry i wyszedł z dormitorium.
- Cześć, Harry – powiedział smutny Ron.
****
 - Witaj Luno.
- Harry! Cześć. Co słychać?
- Jest w porządku. Masz sukienkę?
- Mam, a ty masz garniak?
- Mam, mam. Już nie mogę się doczekać! Taka nagroda, za parę tygodni ciężkiej  nauki.
- Dokładnie, dokładnie.
- Wiesz… Jednocześnie boję się i nie mogę się doczekać. Dziwne uczucie.
- Ja się nie przejmuję.
- Nie masz czym – powiedział Harry i uśmiechnął się.
****
-Hermiona, idź. Proszę.
- Nie, Ginny. Już zadecydowałam.
- Ty uparta kobieto. Mogłabyś choć raz zmienić zdanie.
- Nie. Jakby mnie ktoś zaprosił to bym poszła. No ale… Z kim ty w ogóle idziesz?
- Z Blaisem.
- ŻE CO?!
- Tak, zaprosił mnie, jak dekorowaliśmy salę.
- Jaką salę?
- Dekorowaliśmy razem salę na bal. Jest cudowna! Wielka i piękna. Żałuj, że tego nie zobaczysz.
- O matko, dlatego te wszystkie książki… Dlatego znikałaś całymi dniami!
- Nie mogłam ci powiedzieć, przepraszam.
- Ginny – dziewczyna przytuliła przyjaciółkę. – Cieszę się. Lubisz go, prawda?
- Kogo? Blaise?
- Tak.
- Tak.
****
     Albus i Minerwa wybrali się obejrzeć salę na bal. Pani McGonagall widziała ją już, jednak dyrektor zobaczy ją dziś po raz pierwszy. Kiedy weszli, Dumbledorowi łzy stanęły w oczach.
     Ogromna sala była tak cudownie zagospodarowana. Przy wejściu, stały dwa srebrno beżowe pomniki. W prawym rogu, był ogromny stół, który miał na sobie kremowy, ozdobny obrus. Skrzaty położyły na nim dzbany z jakąś substancją. Obok, położyły literatki.
     Przy wielkich okiennicach wisiały białe firany. Do materiału, przyczepione były małe srebrne kokardki. W lewym rogu Sali, była mała „scenka” na której będzie stała orkiestra. Sala, to parkiet, na którym uczniowie będą mogli tańczyć całą noc.
    Eleganckie, kryształowe żyrandole świetnie wyglądały przy kremowo białych ścianach pomieszczenia. To wszystko jest nie do opisania.
- Matko… Przecież to ósmy cud świata.
- Mówiłam, dyrektorze, że Ginny i Blaise się spisali. Naprawdę, widać, że się postarali.
- Weasley i Zabini? To oni?
- Tak. Cudowna sala.
- Osobiście muszę im podziękować.
****
- Proszę, tędy – powiedziała Ginny i wskazał ręką korytarz.
- Zapraszamy, zapraszamy – wtórował jej Blaise.
- Pomóc państwu? Zabierzecie się z tą orkiestrą?
- Tak, damy radę. Tutaj?
- Tak, proszę… W ten korytarz, o tu! Nie, nie tu! Ten obok… Tak, tędy, tędy… - kierowała ich Ginewra.
- Pięknie udekorowane.
- Dziękujemy. Proszę rozłożyć się tutaj.
- Dobra, dajcie nam godzinkę.
- Dobrze, my się pójdziemy przygotować – powiedział Blaise.
****
-Hermiona!
- Ginny, co jest?
- Zapnij mnie.
- Śliczna jest ta sukienka, naprawdę jest ci w niej o twarzy.
- Dzięki. Wymalujesz mnie?
- Pewnie! Siadaj. Czyli powiadasz, że Blaise? Nigdy nie spodziewałabym się, że wy dwoje… -powiedziała Hermiona.
- Ja też, serio. On jest ostatnią osobą, z którą myślałam, że mogłabym iść na bal.
- Ciekawe jak tam Ron.
- Nie widziałam go ostatnio… Trochę się martwię.
- Harry idzie z Luną.
- Co?!
- Tak. Słodko razem wyglądają.
- Masz rację.

niedziela, 21 kwietnia 2013

rozdział trzynasty


Przygotowania do balu ciągle trwały, nawet pomimo śmierci Lavender. Żałoba trwała trzy dni, w których Harry, Ron i Hermiona zdążyli dowiedzieć się, iż panna Brown miała więcej wrogów niż przyjaciół, co nie było dziwne przy jej charakterze. Mało kto płakał za zmarłą Gryfonką, więc McGonagall i Dumbledore postanowili nie przerywać prac nad Średniowiecznym Balem.Każdy z niecierpliwością wyczekiwał na ten dzień, który zbliżał się coraz większymi krokami. 
Ginny i Zabini spędzali w sali, w której miał odbyć się bal, ciężkie godziny, lecz opłaciło się to.
Już po półtora tygodniu prac widać było cudowne efekty: cudownie przystrojone stoły, ściany w różnych obrazach, serpentyny, balony, a to wszystko w średniowiecznym styly. No cóż, wykonawcy tych prac mogli być z siebie dumni.
- No to co, teraz mamy wolne - uśmiechnął się Zabini po skończeniu ostatnich robót.
- W sumie, to masz rację. Gdyby nie ty, to nie uwinęlibyśmy się tak szybko. - Ginny zalotnie spojrzała w oczy Blaise’a, który był bardzo zakłopotany. - Nad czym myślisz?
- O niczym - skłamał chłopak.
„Przecież jej nie powiem, że ją kocham“ - pomyślał.
***
Hermiona kończyła odrabiać ostatnią pracę domową i spojrzała w kierunku Harry’ego i Rona, którzy wkładali niemały trud w wykonanie zadania. Od pewnego czasu przestała wyręczać swoich przyjaciół i robić za nich pracę domową. Nie mogła się skupić i ciągle była rozkojarzona, a to wszystko przez jeden fakt: zbliżają się patrole z Draco.
Nie miała na nie ochoty, chociaż w pewnym sensie posiadała wrażenie, iż Malfoy przeszedł przemianę. Jaką? Sama nie wiedziała, może stał się bardziej miły, życzliwy, a może po prostu wyprzystojniał... Tak, to ostatnie z pewnością, Draco Malfoy był największym ciachem w szkole. Każda dziewczyna marzyła, żeby z nim porozmawiać, przytulić, a nawet pocałować. Jednak Hermiona o tym nigdy nie marzyła. Nie wiedziała, dlaczego, ale Draco nigdy jej nie pociągał, chociaż jego wygląd - dla wielu dziewczyn - był ósmym cudem świata.
Gryfonka zebrała swoje manatki i pobiegła do sypialni, aby je odłożyć. Następnie udała się do gabinetu profesor McGonagall, aby omówić szczegóły balu, ponieważ sprawa ze strojami średniowiecznymi nadal była nierozwiązana.
Hermiona wyszła z wieży Gryffindoru i, przechodząc przez liczne korytarze, usłyszała urywek rozmowy, którą prowadzili dwaj mężczyźni.
- ... a twoja nauka pozostawia wiele do życzenia, młody człowieku! Matka się za ciebie wstydzi! - krzyknął człowiek, sądząc po głosie, był w średnim wieku.
- Weź, nie przy ludziach - odparł trochę młodszy głos.
- Draco! Nie możesz tak robić, wszyscy na ciebie skarżą. Wydaje mi się, że trzeba ukrócić ci te przyjemności i zagonić do nauki. Mam ci odebrać prefekta?!
- Nie będę się uczyć, pierdol się. 
Dziewczyna usłyszała kroki, które zmierzału ku niej, więc szybko pobiegła do biura McGonagall. na szczęście było blisko. 
- Dzień dobry, pani profesor. - Hermiona była trochę zdyszana, jednak sprawnie to ukryła.
- A więc, panno Granger, wiem, w jaki sposób można uzyskiwać stroje na bal. A więc przekaż wszystkim prefektom danych domów, że w Hogsmeade, za moją inicjatywą, powstał sklep z rzeczami na bal. Po nim sklep zniknie. Przekażesz, kochana? - zapytała profesorka z uśmiechem na ustach.
- Oczywiście, proszę pani - odpowiedziała Gryfonka, po czym wyszła, szukając prefektów pozostałych domów. 
Zaczęła do, najprostszego do znalezienia, prefekta Hufflepuffu, czyli Erniego McMillana. Zawsze można było go znaleźć w bibliotece, ponieważ, podobnie jak ona sama, uwielbiał zagłębiać się w nauce i różnych ciekawostkach. Nie raz rozmawiała z nim o różnych ciekawych czarodziejach, czy zaklęciach, jednak nagle kontakt się im urwał, a szkoda.
Gryfonka udała się do biblioteki i, na pierwszy rzut oka, Erniego nie było. Nie poddawała się i zaczęła szukać między półkami z książek, kiedy nagle, idąc tyłem, na coś wpadła. Z hukiem przewróciła się na ziemię, a kiedy zdała sobię sprawę, co się stało i zaczęła rozmasowywać sobie kość ogonową, zobaczyła postać, która za pewne była winowajcą całego zdarzenia.
Na początku zobaczyła tylko elegackie i czyste buty, następnie - wodząc wzrokiem ku górze - ładnie skrojone sponie, koszulę i sweter... z godłem Slytherinu.
Draco podał jej rękę, jednak z niemałym grymasem na twarzy.
***
Malfoy nie wiedział, co się stało. Ktoś w niego wpadł, jednak to było zbyt szybkie, aby zorientować się, kto to był. W jednej sekundzie odwrócił się i ujrzał na podłodze zdezorientowaną, śliczną dziewczynę z Gryffindoru. 
„Ja pierdole“ - pomyślał tylko, kiedy serce zabiło mu szybciej, a ręce zaczęły się pocić. Wiedział, że - nieumyślnie - ale zrobił coś, przez co Hermiona znienawidzi go jeszcze bardziej, a przecież nie do tego dążył. Poczuł się strasznie głupio, wytarł ręcę o szatę i podał rękę. Starał się pokazać obojętność i niechęć związaną z dotknięciem Gryfonki. Cały on. Zakłamana twarz, która próbuje tylko pokazać inne odzwierciedlenie jego duszy. To było bez sensu. On był bez sensu.
- Może mnie przeprosisz? - zapytała cicho, otrzepując spodnie z kurzu.
- Nie mam na to ochoty - odparł, udając obojętność, Draco.
- Pasowałoby to zrobić, w końcu mogłam sobie zrobić krzywdę.
- No dobrze, przepraszam. - Draco spojrzał w jej czekoladowe oczy i poczuł, że to chyba najlepsze, co go w ostatnim czasie spotkało. Hermiona faktycznie miała niebywale śliczne oczy, jednak Malfoy nie był jej dłużny. Również jego szaro-niebieskie oczy były prześliczne.
Miona w jednej chwili zrozumiała, że stoi z Malfoy’em w takiej odległości, że może poczuć jego oddech. Patrzyła się w jego oczy, a on w jej. Byli jak... dwaj zakochani. Dziewczyna szybko zebrała swoje rzeczy i uciekła.\
„Cholera, jak w jakimś filmie“ - pomyślała, ochodząc.
***
Harry nie odzywał się do Rona, odkąd ostatecznie dowiedział się o jego orientacji. Nie miał ochoty utrzymywać kontaktu z gejem, ponieważ sam był dość konserwatywny i nie tolerował homoseksualizmu.
Harry postanowił wyjść z wieży Gryffindoru na świeże powietrze. Trzeba było korzystać, ponieważ zaczął się listopad i robiło się coraz zimniej. 
Pogoda była wyjątkowo ładna i mając na sobie jedynie kurtkę, było bardzo ciepło. Słońce świeciło, a na błoniach było bardzo dużo osób, które również cieszyły się piękną pogodą.
Harry rozglądał się, gdy zobaczył, siedzącą samotnie pod drzewem, jasnowłosą ślicznotkę. 
Wybraniec nie ociągał się i szybko podszedł do Krukonki. Uwielbiał z nią rozmawiać, nie, uwielbiaj ją samą. Była cudowną dziewczyną, dużo dojrzalszą jak na swój wiek. 
- Dzień dobry, Luno. - Harry uśmiechnął się do przyjaciółki i usiadł obok niej.
- Cześć, Harry! Dobrze cię widzieć - powedziała dziewczyna z szerokim uśmiechem.
- Ciebie też dobrze widzieć. 
Jak zwykle, rozmowom Harry - Luna, nie było końca. Parze uczniów rozmawiało się cudownie, uzupełniali się nawzajem, i to było najlepsze. Mieli praktycznie takie samo zdanie na każdy temat, lubili te same rzeczy - byli sobie przeznaczeni.
- Ciekawi mnie, jak będzie wyglądał Średniowieczny Bal - nagle zaczęła temat Luna.
- Tak, mnie też - odpowiedział Harry, po czym zdał sobie sprawę, że Luna byłaby cudowną towarzyszką na balu. Nie mógł się powstrzymać od zaproszenia jej na tamten wieczór. - Tak się zastanawiam... Może chciałabyś pójść ze mną? Byłoby cudownie - rzucił Gryfon z uśmiechem.
- Neville już mnie zaprosił - odparła po chwili Krukonka, lecz widząc zrzedłą minę Harry’ego, dodała. - Ale się nie zgodziłam, bo wiedziałam, że ty mnie zaprosisz.
Bezpośredniość Luny w stu procentach zaszokowała Wybrańca. Jednak te uczucie przyćmiło szczęście, jakie towarzyszyło mu w tamtej chwili.
- Czyli pójdziesz ze mną? - Harry prawie krzyknął ze szczęścia.
- O niczym innym nie marzę - odpowiedziała Jasnowłosa.
_________________________________

Chciałabym przeprosić wszystkich za długość posta oraz za czas, w którym musieliście na niego czekać. 
Jak już wcześniej napisałyśmy, posty będą pojawiać się trochę rzadziej, bo obie opuściłyśmy się trochę w nauce i trzeba to nadrobić:>
Na razie! :* 
~Narcissa

wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozdział dwunasty


        Kiedy Hermiona przeczytała list od McGonagall, szybko zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Musiała się ogarnąć, ponieważ nie miała zamiaru dzisiaj nigdzie wychodzić, więc zmyła z siebie makijaż, zrobiła sterczącego koczka na środku głowy i ubrała luźną koszulkę wraz z dresami.
       Umyła twarz, aby nikt nie zauważył śladów po łzach, rozpuściła włosy i rozczesała je delikatnie. Potem tylko ekspresowo ubrała na siebie trochę za dużą szatę Gryffindoru i popatrzyła w lusterko. Nadal jej oczy były całe czerwone od płaczu, ale na to nie mogła nic poradzić. Znała za to zaklęcie, na podpuchnięte oczy, co dużo w tej sytuacji jej pomogło. Rzuciła cicho jakąś wiązankę wyrazów, po czym wyglądała całkiem normalnie, prócz łez, którym nie pozwoliła się wydostać się z jej pięknych, czekoladowych oczu.
-Koniec – powiedziała do siebie. – Koniec płaczu i zamartwiania się. Przecież, to nie byłam ja, muszę to udowodnić – wzięła kartkę do ręki i wyszła z dormitorium.
Idąc przez korytarz, czuła miliony spojrzeń kierowanych w jej stronę. Wiedziała, że wszyscy oskarżają ją o zabicie Lavender, ale już nie przejmowała się tym. Najważniejsze, że jej przyjaciele wierzyli w słowa, które wypowiadała. Reszta nie była już ważna. Byle by nie została wyrzucona z Hogwartu. Tego by nie przeżyła.
***
-Filch, serio? Ten charłak? – zapytał z niedowierzaniem Harry.
- Zabije go! – krzyknął Draco gotowy do walki.
- Chłopaki, spokojnie! – Marta zaśmiała się kokieteryjnie. – Mogę powiedzieć wam coś jeszcze.
- Co? – powiedzieli w tym samym czasie Malfoy i Potter.
- Filch, był bardzo niezadowolony, kiedy tu był. Gdy zobaczył, że zauważyłam jego obecność, głośno zapłakał.
- Że co?! Filch płakał?!
- Tak, wydaje mi się, że bardzo żałował…
- Tylko, że teraz oskarżają nie tę osobę, co trzeba! To Filch, nie Hermiona! Musimy im to powiedzieć, Harry! Marto, sprowadzimy dyrektora, a ty potwierdzisz, że to wszystko ten jebany woźny! – gorączkował się Draco.
- Wiesz co, Malfoy – powiedział Bliznowaty – mi tam się wydaje, że ty chcesz wkopać Granger, więc mi tu nie udawaj!
- Zamknij mordę, Potter! Nie dość, że ci pomagam, to ty mnie jeszcze obrażasz! Chcę dobrze dla Hermiony! Chcę sprawiedliwości w Hogwarcie! Czy ty tego kurwa nie rozumiesz?!
- O, nagle znalazł się obrońca, hę?! Skoro tak bardzo chcesz pomóc, to dobrze, ale wiedz, że jeśli dowiem się, że zrobiłeś coś przeciw niej, to masz przejebane. Dobra, chodź, idziemy do Dumbledorea. Marto, zaraz wracamy, a ty, powiesz dokładnie to samo, co przed momentem.
***
- Wejść – odpowiedziała Minerwa McGonagall, na głośne pukanie do drzwi jej gabinetu.
- Dzień dobry – powiedziała Hermiona, wchodząca do małego pokoju. Była bardzo zestresowana.
- Usiądź, skarbie – profesorka wskazała na krzesło, które stało po drugiej stronie biurka. Gryfonka powoli zbliżyła się do stolika, po czym odsunęła delikatnie krzesło i usiadła na nim.
- Zacznę od tego – powiedziała McGonagall – że nikt nie chce cię oskarżać. Według nas, nauczycieli, to oczywiście nie jest twoja wina. Aczkolwiek staramy się znaleźć sprawcę. Jak wiesz, jest to ogromna tragedia. Wszyscy, chodzą źli, smutni i przygnębieni. Ale trzeba żyć dalej, jakoś… Nie ważne. Chodzi mi o to, skarbie, żebyś zajęła miejsce Lavender. Jako prefekt. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale nie mamy innego wyjścia.
- Nie, proszę, tylko nie to! Wszyscy wytykają mnie palcami, że zabiłam Lavender tylko dlatego, aby zostać prefektem. Nie mogę przejąć jej posady! Nie zgadzam się!
- Hermiono, proszę o spokój! Nie krzycz, opanuj się! Nie ma innej osoby, która dobrze zajęła by się tą posadą. Jesteś inteligentną czarownicą, więc razem z dyrektorem ustaliliśmy, że powinnaś być prefektem. Nie masz nic do gadania.
- Niech mi pani powie… Dlaczego nie zostałam nim na początku?
- Lucjusz… Nie pozwolił na to. A my, nie mieliśmy wyjścia. Ministerstwo Magii i w ogóle… Ale teraz, Ministerstwo nic nie może nam zrobić, gdyż zmieniły się przepisy. Lucjusz, nie ma już żadnych praw, aby o tym decydować. W końcu.
- Nie zmieniam swojej decyzji, nie zostanę prefektem.
- Hermiono, to rozkaz! To nie jest prośba! Od jutra, zaczynasz swoją pracę! Do widzenia! Wyjść – krzyknęła wyraźnie zła i zmęczona dyrektorka. Hermiona wstała i wyszła głośno trzaskając drzwiami. Gdy tylko przekroczyła próg, wybuchnęła głośnym płaczem.
***
- Draco, dlaczego to robisz? – zapytał z niedowierzaniem Harry.
- O co ci chodzi? – odpowiedział pytaniem na pytanie Ślizgon. Dobrze wiedział, że chłopakowi chodzi o to, że broni Granger. Przecież, nie powie mu prawdy, na pewno nie. Wahał się,  żeby powiedzieć o tym swojemu przyjacielowi Zabiniemu, a teraz ma wyjawić swój sekret… wrogowi? Draco nie jest głupi.
- Bronisz Hermionę, przecież jej nienawidzisz… Jest „szlamą”.
- Nie używaj takich określeń, skoro tak bardzo masz je akcentować. Nie chodzi o nią, ale jak już mówiłem wcześniej, o sprawiedliwość. Skoro to nie ona jest winna zabicia Lavender, dlaczego ma zostać ukarana?
- Tylko pytam – zakończył rozmowę Harry. Po chwili stali przed drzwiami dyrektora. Harry zapukał w nie głośno jakieś pięć razy, po czym usłyszeli głos starca: Proszę!
- Dzień dobry, dyrektorze. My w bardzo pilnej sprawie – wydukał Harry pod nosem.
- Chłopcy, musicie przyjść później. Zaraz, przyjdą do mnie państwo Brown.
- Ale dyrektorze! Proszę…
- Chłopcy, wyjdźcie – powiedział cicho Dumbledore, po czym wstał i podszedł do jakiejś szafki, najprawdopodobniej w poszukiwaniu dokumentów o Lavender.
- Wiemy kto ją zabił – powiedział Draco.
*.*.*
                Hermiona błądziła po zamku w poszukiwaniu Ginny. Nie mogła teraz zostać sama. Gdy zdała sobie sprawę, że nie znajdzie przyjaciółki, chciała chociaż trafić na Rona, Harrego… Ale po nich też nie było śladu. Jeszcze bardziej zdenerwowana, ruszyła w stronę swojego ulubionego miejsca – wielkiego pomnika w kształcie centaura.
Kiedy doszła już na miejsce, usiadła po prawej stronie, tak aby nikt idący korytarzem nie mógł jej zauważyć. Weszła w małą wnękę i cicho płakała.
***
- Co?! Skąd niby to wiecie? – zapytał wstrząśnięty tym wyznaniem dyrektor.
- Marta… Marta nam powiedziała.
- Idziemy tam, teraz!
Gdy doszli do łazienki Jęczącej Marty, Dumbledorowi przypomniało się, że jest umówiony z państwem Brown.
- Oni będą czekać… Harry! Idź pod mój gabinet i poczekaj tam na rodziców Lavender. Jeśli już są, zaprowadź ich tu i powiedz, że jestem tam i czekam na nich. Draco – teraz zwrócił się do blondyna – idź poszukać panny Granger i sprowadź ją tutaj. Musimy zobaczyć, czy może wizerunek Hermiony pomoże Marcie w zidentyfikowaniu winnego. Oczywiście, nie oskarżam jej… Po prostu przyprowadź ją tutaj. Czekam na was, chłopcy – Dumbledore zakończył swój monolog i wszedł powolnym krokiem do łazienki. Draco i Harry popatrzyli się na siebie smutno,  i bez żadnego słowa ruszyli każdy w swoim kierunku.
*Harry i państwo Brown*
Zdyszany Harry przybiegł pod gabinet dyrektora, ale nie zastał tam nikogo. Nie czekał długo i zaraz zjawiła się ładnie ubrana i zadbana para. Kobieta o ostrych rysach twarzy i pięknych, blond włosach była cała zapłakana. Mężczyzna, podtrzymywał i pocieszał ją, ale także był bliski łez.
- Dzień dobry, państwo Brown? – zapytał zakłopotany brunet.
- Tak – odpowiedział mężczyzna. – My do dyrektora szkoły. Tej pieprzonej szkoły, która zabiła nam córkę!
- Proszę o spokój… Tak. Dumbledore poprosił mnie, abym zabrał państwa… Do miejsca zbrodni.
- Nie wejdę tam! – krzyknęła histerycznie kobieta i zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Tam jest dyrektor… On przesłuchuję osobę, która widziała sprawcę… Proszę, chodźcie za mną.
- Skarbie, chodź.
Ruszyli schodami w dół i po paru minutach stanęli przed łazienką. Harry popatrzył na mężczyznę, który lekko skinął głową. Chłopiec otworzył drzwi i zaprosił gestem rodziców dziewczyny. Bardzo powoli weszli i rozejrzeli się. Kiedy zobaczyli dyrektora Hogwartu, przyspieszyli kroku. Zaczęli przysłuchiwać się zeznaniom dziewczyny-ducha, która mówiła z zapartym tchem, co działo się w łazience, kiedy to Filch, woźny Hogwartu, wniósł ciało martwej Lavender do JEJ łazienki. Pani Brown wciąż płakała. Harry nie chciał tego słuchać, więc wyszedł i poszedł do dormitorium, zostawiając dorosłych samych. W dormitorium rzucił się na łóżko i próbował odgonić myśli, o martwym ciele Lavender…
*Draco w poszukiwaniu Hermiony*
Pierwszym miejscem, które sprawdził, była oczywiście biblioteka. Biegał między regałami jak jakieś zwierze poszukujące jedzenia. Dostał parę upomnień, w stylu „Biblioteka to świątynia wiedzy, a nie bieżnia!” ale nie przejmował się nimi. Hermiona, mogła zrobić sobie krzywdę i teraz wylewać z siebie ostatnie litry krwi, a on błądzi po bibliotece, aby ją odnaleźć.
Po przeszukaniu biblioteki, udał się do pokoju wspólnego Gryffindoru. Złapał tam jakąś Gryfonkę z pierwszej klasy i kazał pobiec jej do dormitorium Hermiony i Ginny, w celu sprawdzenia czy znajduje się tam któraś z dziewczyn. Pierwszoklasistka czmychnęła na górę, lecz po chwili wróciła bez żadnych nowości. Dziewczyn nie było w dormitorium.
Kolejnymi miejscami, w których szukał dziewczyny, były z kolei przeróżne łazienki, stołówka, klasy do transmutacji, runów, zielarstwa, eliksirów… Przeszukał prawie cały Hogwart. Skoczył szybko na błonia i latał jak sarna między drzewami. Spocony, zmęczony i zrezygnowany udał się tam, gdzie zawsze chodzi kiedy nie ma już nic do stracenia. Poszedł pod pomnik centaura.
***
Tymczasem Ginny spędzała chwilę z Zabinim – na dekorowaniu sali do tańców. Byli bardzo oburzeni, że muszą robić to w trakcie żałoby, ale dla Lucjusza to nie ma nic do znaczenia. Sala musi być przygotowana. Życie w Hogwarcie, toczyło się dalej.
 Właśnie dekorowali firanki, kiedy to Zabini przerwał głuchą ciszę.
- Z kim idziesz na bal?
- Nie idę.
- Dlaczego?
- Bo nie mam z kim.
- Ja też nie mam z kim.
- Aha.
- A może…
- Nie.
- Ale dlaczego? I tak spędzamy ze sobą dużo czasu, nie powinno zrobić nam to dużej różnicy.
- No dobra, pójdziemy tam razem.
- Super.
***
 Hermiona usłyszała kroki. Wiedziała, że ta osoba zbliża się w jej kierunku, jednakże, nie wiedziała kim ona jest. Otarła szybko ostatnie łzy i czekała w swojej skrytce, na ciąg dalszy wydarzeń. Nie chciała już dzisiaj problemów, marzyła o samotności.
Z drugiej strony pomnika, usiadł zażenowany Draco, który obwiniał się o to, że nie znalazł dziewczyny.
-Jak zawsze spieprzyłem – powiedział do siebie. – Zawsze wszystko pieprze! Zawiodłem wszystkich… Dumbledore czeka… A jej nie ma! Nigdzie nie ma Granger!
- Jestem.
Draco odwrócił się i wyszedł zza pomnika. Zobaczył Gryfonkę, która cała spłakana siedziała po drugiej stronie. Na jego widok, rozpłakała się jeszcze bardziej. Kiedy Ślizgon zobaczył z jakim stanie jest dziewczyna, usiadł koło niej i objął ją. Nie wiedział co robi, ale widok tak zrozpaczonej i smutnej Gryfonki, był nie do zniesienia.
- Spokojnie… Wszystko będzie dobrze… Musisz iść ze mną.
- Dokąd?
- Do łazienki Jęczącej Marty… jest tam dyrektor i rodzice Lavender… Marta widziała, kto to zrobił… Mówi im, co się wydarzyło. W sumie, jesteś chyba uniewinniona. Chodź, Hermiono, musimy tam iść, miałem cię tam zabrać, powoli wstań… - mówił chłopak pomagając Gryfonce. Widząc, że dziewczyna jest osłabiona i najprawdopodobniej dostała gorączki, szybkim i sprawnym ruchem wziął ją na ręce. Pobiegł powoli do miejsca zdarzenia i po chwili wpadł do łazienki. Wszyscy byli zaskoczeni widokiem, jaki zobaczyli. Kiedy Draco zdał sobie z tego sprawę, powiedział tylko:
- A co miałem zrobić? Zostawić ją tam, żeby umarła? Nie przyzwyczajajcie się.
_______________________________
Jest! Przepraszam, że tak późno, już się tłumaczę. Standard; brak weny, szkoła, czas. Przykro mi. Teraz, rozdziały będą właśnie tak dodawane, co 1tyg - 1,5 tyg. Niestety, ale inaczej się nie da. Rozdział tragiczny, wiem, ale pisany nasz szybko. Pozdrawiam ;) -Bella.

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział jedenasty


Hermiona patrzyła na martwe ciało Lavender z wybałuszonymi oczyma. Nie mogła się ruszyć, nic powiedzieć, była całkowicie przerażona. Widok zwłok, a szczególnie tych pustych już oczu, w których za pewne jeszcze niedawno krył się strach i ból, był nie do zniesienia. Hermiona poczuła nagłe mdłości i szybko pobiegła do jednej z kabin, aby móc w spokoju zwymiotować, nigdy nie doświadczyła takiego widoku, to był szok. 
Po kilku torsjach, Hermiona pobiegła do gabinetu profesor McGonagall, chyba jeszcze nigdy nie była taka szybka, adrenalina dała się Gryfonce we znaki. 
Wszystko, co stało się potem, było bardzo szybkie: bieg po Dumbledore’a, po panią Pomfrey, odganianie ciekawych dzieciaków, rozwiewanie coraz szybciej powstających plotek... Hermiona miała wszystkiego dość, tym bardziej, że każdy po kolei wypytywał się o fakty, o których tak naprawdę ona nie miała pojęcia. Niektórzy twierdzili nawet, że Hermiona byłaby wstanie zabić pannę Brown, więc to zrobiła.
Najgorsze było to, że gdy wszyscy nauczyciele, łącznie z pielęgniarką,  zjawili się w miejscu zbrodni, ciała już nie było.
***
- Ty, stary, słyszałeś o tej Brown? - zapytał w pośpiechu Zabini Dracona. - Nieźle, podobno Granger ma coś z tym wspólnego. 
Nazwisko „Granger“ od razu zainteresowało Ślizgona z platynowymi włosami o niebiesko-szarych oczach. 
- Że co? Opowiadaj - rzucił Malfoy, udając obojętność.
- Nie no, chuj do opowiadania, po prostu Hermi... Granger znalazła Brown, jak leżała martwa w kiblu dla dziewczyn. Teraz wszyscy ją posądzają o zamordowanie Lavender.
- Co ty pierdzielisz? - zdziwił się Draco. - Myślisz, że Granger byłaby gotowa zabić jakiegoś człowieka? Przecież ona by muchy nie skrzywdziła - dodał, po czym natychmiastowo ugryzł się w język.
- E, e... Draco... czy ty... bronisz Granger? - Blaise popatrzył z góry na przyjaciela i roześmiał się dźwięcznie.
- Nie, no weź, co ty mówisz! Myślisz, że broniłbym jakąś szlamę?!
- Właśnie to robisz, idioto.
Malfoy wstał z krzesła i zaczął się przechadzać po pokoju w tam i z powrotem. Trzymał się za ręce za plecami i nerwowo spoglądał w podłogę.
- Draco, wszystko ok? - zapytał ostrożnie Blaise.
- Nie, kurwa, nic nie jest ok, rozumiesz?! Od tej całej akcji w łazience Granger śni mi się po nocach, ciągle o niej myślę, nawet tego nie kontroluję! Wydaje mi się być ładna, miła, inteligentna, a wcale, do chuja Wacława, taka nie jest! To tylko głupia szlama, a ja nie mogę się w niej zakochać, bo jej nienawidzę.
- Widzisz, Draco... Jest cienka linia między miłością a nienawiścią.
***
- Panno Granger, ja nadal nie wiem, co robiłaś w łazience o tamtej porze - odezwała się podejrzliwie profesor McGonagall, w gabinecie dyrektora Dumbledore’a.
- Ja tam po prostu byłam, to łazienka, pani profesor! - odpowiedziała Hermiona bliska płaczu.
- No tak, ale musimy się upewnić. W końcu mogłaś mieć wiele powodów, żeby skrzywdzić Lavender. - Nauczyciela transmutacji nie dawała za wygraną.
- Minerwo, nie bądź już taka... oschła - zauważył dyrektor. - Panna Granger to bardzo rozsądna dziewczyna, nie zrobiłaby nigdy takiego głupstwa.
Hermiona w duchu podziękowała Dumbledore’owi i rzuciła mu porozumiewawcze spojrzenie. Ręcę się jej pociły i z trudem powstrzymywała łzy; w innym przypadku z jej oczu zrobiłaby się fontanna.
- Możesz iść, Hermiono - powiedziała cicho profesorka. - Chyba faktycznie nie mamy ci nic do zarzucenia.
***
Harry był bardzo zaintrygowany całą sytuacją z zabiciem Lavender. Nigdy nie była mu bliska, aczkolwiek śmierć jednej z Gryfonek, dla każdego byłaby wielkim ciosem i szokiem. Częściowo nie mógł zrozumieć, dlaczego to spotkało tą niewinną dziewczynę, jednak z drugiej strony jej śmierć nic nie zmieniła w jego życiu.
Było około drugiej w nocy, kiedy Harry zdał sobię sprawę, że nie zaśnie. Milion myśli zaprzątywało jego głowę do takiego stopnia, że mózg nie pozwolił mu odpocząć. 
Wstał i po cichu otworzył kufer ze swoimi ubraniami, w celu wyciągnięcia peleryny-niewidki. Następnie cicho nałożył ją na siebie i lekko stąpając po podłodze, skierował się w stronę wyjścia z Wieży Gryffindoru.
Targały nim różne emocje. Nie potrafiłby nigdy posądzić Hermiony o zabójstwo, jednak w tamtej sytuacji było to prawdopodobne, zważając na to, iż Lavender w pewnym sensie odebrała jej status prefekta. Zamiast wyobrażać sobie niewiadome rzeczy, Wybraniec czym prędzej udał się do łazienki.
Z ostrożnością otworzył ciężkie drzwi i wkroczył do łazienki. Na pozór wszystko wyglądało normalnie - czyste umywalki, błyszczące kafelki, lustra, na których widniały inicjały namalowane szminką; jednak Harry wiedział, że to na pewno nie jest wszystko.
Po kolei wchodził do każdej z kabin, kiedy znalazł na jednej z desek klozetowych dzięwczęcie majtki. Wybraniec nie miał zamiaru na nie patrzeć, więc szybko wyszedł, lecz robiąc to, prawie nadepnął na wyschniętą już krew tuż przy drzwiach kabiny.
Nagle Gryfon usłyszał szmer otwieranych drzwi. Z dużym refleksem wszedł do kabiny toaletowej i stanął na desce, aby nikt nie zobaczył jego nóg. Lekko wyciągnął głowę do góry z nadzieją, że zidentyfikuje nieznajomego.
Tak, udało mu się to. Nieproszonym gościem był - nie kto inny - jak wystrojony w szkarłatno-zieloną szatę Slytherinu Dracon Malfoy.
Harry założył na siebie pelerynę i, korzystając z nieuwagi Ślizgona, cichutko otworzył drzwi od kabiny. Draco najwyraźniej czegoś szukał. Może jakiegoś przedmiotu, może dowodów... właśnie, dowodów na zbrodnię Hermiony! Wybraniec z impetem zrzucił z siebie pelerynę i podbiegł do Dracona, przykładając mu różdżkę do gardła.
- Co tu  robisz, Malfoy, tłumacz się! - krzyknął na całe gardło.
- Potter, odpierdol się, ty też tu jesteś! - Dracon z wszystkich sił odepchnął od siebie Gryfona, że ten poleciał na którąś z umywalek, dogłębnie tłukąc sobie kość ogonową. 
Harry nie dał za wygraną. Szybko otrząsnął się, wstał i postanowił inaczej rozwiązać problem, bez różdżek. W jednej sekundzie znalazł się przy Malfoy’u, uderzając go pięścią w twarz. Ślizgon nie pozostał mu dłuższy i odpłacił się silnym kopnięciem w brzuch rywala, a następnie oboje leżeli na podłodze, tłukąc się - raz jeden, raz drugi.
Niestety, nie mogli dokończyć bijatyki.
- Oooo, widzę, że tu bijatyka! - zawyła Jęcząca Marta.
- Kurwa, przecież to jej łazienka! - skarcił się w myślach Harry.
- No to o co poszło? Śliczni chłopcy... ?- Marta rzuciła w stronę nastolatków zadziorne spojrzenie.
- O gówno, Marta, idź się spuść w kiblu - powiedział bez owijania w bawełnę Ślizgon.
- TAKI JESTEŚ ZABAWNY?! - krzyknęła na cały głos dziewczyna, a raczej jej duch. Widać nieźle to zdanie ją uraziło. - MÓWCIE O CO CHODZI!
- Spokojnie, Marto, to była tylko zwykła bójka pomiędzy... ludźmi którzy się nie lubią. - Harry próbował załagodzić sytuację.
Marta popatrzyła się z wątpliwością na chłopców, a następnie zaczęła krążyć wokół nich doględnie im się przyglądając. Wiedziała, że coś ukrywają, a sama nie była taka głupia, na jaką wyglądała, więc szybko zorientowała się, o co tak naprawdę pobiła się dwójka uczniów.
- Chodzi o tą Lavender Brown, tak? Ha, ha, jesteście tacy głupi!
- Marto, jeżeli coś wiesz, to nam powiedz! Tu ją znalazła Hermiona! - rzekł błagającym głosem Harry.
- I twierdzą, że ona ją zabiła! Prawie-Bezgłowy Nick mi powiedział! Toż to istna bujda! - Marta podleciała bliżej do chłopców.
- To co jest prawdą? - zapytał zaintrygowany Draco, który przedtem tylko się przyglądał kłótni Harry-Marta.
- Wydaje mi się, że nie mogę wam powiedzieć. To tajemnica. - Jęcząca Marta zdecydowanie dobrze bawiła się, pogrywając z Ślizgonem i Gryfonem. - Ale coś za coś.
- To znaczy? - zapytali równocześnie Harry i Malfoy.
- Obiecajcie mi, że przyprowadzicie tu tą całą Hermionę Granger. Brakuje mi tu kogoś do pogadania.
Chłopcy, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia, kiwnęli głową na rozkaz, chociaż popatrzenie prosto na twarz wroga było wyjątkowo trudne. No cóż, w tamtej sytuacji liczyła się tylko prawda.
- Widziałam Filcha, gdy wynosił ciało Lavender do Zakazanego Lasu.
***
Argus Filch wbiegł do swojego malutkiego gabinetu ze swoją kotką Panią Norris pod pachą. Był cały zlany potem, a jego strachu nie dało się opisać. Jego jedyną ostoją i istotą, której mógł w stu procentach zaufać. Miał wrażenie, że całe życie przelatuje mu przed oczami.
Szybko przyłożył krzesło do gałki w drzwiach, aby nikt nie mógł wejść. Resztką sił, jakich posiadał, przysunął do nich również swoją komodę, a potem z ulgą usiadł na krześle, tuląc do siebie swoją kotkę. 
Gdy już myślał, że jest chociaż po części bezpieczny, dosłyszał kroki, które za pewne zmierzały do jego gabinetu. Bez wątpienia to były TE kroki. Ten szybki, stanowczy i ciężki chód mówił sam za siebie.
Woźnemu serce podskoczyło to gardła, a ręcę zaczęły się pocić jak nigdy. Włożył sobie kotkę do środka płaszcza, żeby w razie niebezpieczeństwa nic się jej nie stało.
Popatrzył na gałkę do drzwi, która zaczęła się ruszać. Potem usłyszał głośne przeklnięcie, świadczące o tym, że mężczyzna nie mógł dostać się do pomieszczenia. Następnie było tylko głośne „Alohomora!“ i drzwi wyleciały z impetem z zawiasów, a komoda i krzesło przeleciały przez pokój, prawie dotkliwie raniąc woźnego, lecz ten z refleksem upadł razem ze swoją kotką na ziemię. 
Mężczyzna, który perfidnie wdarł się do gabinetu Filcha, usiadł na krześle, które było tam ustawione, jak gdyby nigdy nic. Argus ociężale podniósł się z podłogi i spojrzał prosto w te zimne, niebieske oczy. 
- Uciekasz przede mną, Argusie? - zapytał całkiem poważnie.
- Lucjuszu, nie o to chodziło, ja tylko...
- No nie mów mi, że zamknąłeś się, bo chciałeś sobie zwalić. Aż tak się mnie boisz? Pamiętasz chyba, jaka jest umowa.
- Oczywiście, że pamiętam - powiedział pośpiesznie Filch. - Jednak Marta mnie zobaczyła.
- Ty idioto! - krzyknął Malfoy, a następnie chciał uderzyć z pięści woźnego, lecz w porę się opanował. - Na pewno już komuś powiedziała. Nikt nie może się dowiedzieć on tym wszystkim.
- Trafiłbyś, panie, do Azkabanu. Na pewno.
- A w takim wypadku, trafisz Ty. Logiczne? - uśmiechnął się drwiąco Lucjusz. - Nawet bardzo.
***


Cała szkoła była zszokowana śmiercią szesnastoletniej dziewczyny. Nikt nie mógł zrozumieć, jak to się stało, a tym bardziej, dlaczego to akurat Lavender została w tym wszystkim pokrzywdzona.
Dumbledore w każdej sytuacji próbował łagodzić sytuacje, lecz nie wychodziło mu to zbyt dobrze, gdyż niektórzy rodzice - strachliwi i stanowczy - postanowili wypisać dzieci z Hogwartu. Jedynie ludzie, którzy w całkowity sposób ufali nauczycielom, a szczególnie dyrektorowi, Hogwartu, byli spokojni i pozostawiali dzieci tam, gdzie tak naprawdę było ich miejsce.
Już następnego dnia dzieci, idąc do Wielkiej Sali na śniadanie, mogły zauważyć pomieszczenie wystrojone na czarno - z pewnością z powodu żałoby. Rodzice panny Brown, czarodzieje, byli zrozpaczeni faktem, że ciała córki nigdzie nie ma, a co za tym idzie, nie mogli jej spokojnie pochować. Tak jak to przystało na porządnego człowieka.
Hermiona była zdruzgotana. Nie mogła uwierzyć, że jeszcze niedawno w jej pokoju gościła zawsze wesoła i pogodna Lavender, a teraz jej nie ma. Nie ma kogo podziwiać, komu zazdrościć odznaki prefekta. Była zła na siebie, że zamiast cieszyć się jej szczęściem, potrafiła tylko w duchu nienawidzić dziewczynę za to, że los ją bardziej wynagrodził. Miała dość siebie. Nienawidziła swojej osoby.
- Hermiono, nie powinnaś się tym zadręczać - mówiła jej Ginny, lecz Brązowooka była głucha na tego typu uwagi.
- Ginny, mogę się zadręczać czym chce, rozumiesz? - powiedziała cicho Hermiona.
***
- Lucjuszu, jesteśmy zmuszeni dać jej odznakę prefekta. Jest dziewczyną godną zaufania, a przynajmniej ja ufam jej w stu procentach! - krzyczała McGonagall w swoim gabinecie.
- Minerwo, chyba ci coś wspominałem na ten temat. - Malfoy jak zwykle był spokojny, ale jego brak zdenerwowania doprowadzał nauczycielkę transmutacji do szewskiej pasji.
- Drugi raz się nie dam zastraszyć! HERMIONA GRANGER MA BYĆ PREFEKTEM!
- Szlama nie będzie dyktować młodszym dzieciom warunków i ich pilnować! Tylko czarodzieje czystej krwi powinni to robić! A ten głupi Knot o to nie dba!
- Szkoda, że nie mogę cię wyrzucić ze stanowiska nauczyciela, bo już dawno bym to zrobiła! Jesteś najokropniejszym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałam! - McGonagall miała ochotę rzucić w czymś Lucjusza. - Kiedyś ci ustąpiłam i zrezygnowałam z odznaki dla panny Granger, teraz tego nie zrobię!
- Mój Draco opowiedział mi tyle niedobrych rzeczach o tej szlamie, że wiem, iż tamten pomysł był dobry. Popełniasz błąd, Minerwo! DRACO NIE KŁAMIE!
- Wynoś się, Malfoy, wynocha z mojego gabinetu! - Minerwa wstała, a następnie krzyknęła „Expelliarmus!“ i Lucjusz z hukiem wyleciał z jej gabinetu. Następnie szybko zamknęła drzwi, usiadła na krześle i głośno westchnęła. 
Wśród licznych papierów i kartek znalazła jedną, czystą i zapisała na niej bardzo czytelnym i kaligraficznym pismem „Za pół godziny w moim gabinecie“. Na odwrocie napisała nazwisko „Hermiona Granger“ i, używając swojej ukochanej sowy, wysłała list wprost do sypialni pięknej, inteligentnej Gryfonki.

środa, 27 marca 2013

Rozdział dziesiąty


- Ginny! Gdzie jest Hermiona?! – Harry wpadł do pokoju wspólnego. Był oszołomiony. 
- Nie wiem i nie interesuje mnie to. Pokłóciłam się z nią – powiedziała Ginny i smutno popatrzyła na Harrego. 
- Ginny, musisz mi uwierzyć, że to jest ważne! – bulwersował się Potter.
- Dobra, spokojnie. Sprawdzę w dormitorium – powiedziała rudowłosa po czym wstała i spokojnym krokiem wywlokła się na górę, gdzie spotkała Hermionę, która leżała na swoim łóżku i wpatrywała się w sufit. Była bardzo zamyślona.
- Hermiona, Harry cię woła – powiedziała Ginny „na odwal się” i wyszła głośno trzaskając drzwiami. Brązowowłosa wstała, zerknęła do lusterka, poprawiła trochę nieświeże włosy i zbiegła za schodków. 
- Cześć, Harry. Co chciałeś? 
- Muszę wam coś pokazać – popatrzył się na dziewczyny, które znały już ten wzrok. 
- Masz rację. Chodźmy na błonia. 
***
- Stary, sobota! – krzyknął szczęśliwy Draco, rzucając się na kanapę w swoim dormitorium.
- Nie wiesz, jak bardzo mnie to cieszy – odpowiedział Blaise i usiadł na podłodze koło małego stosu śmieci. Były tam opakowania z jakiś przysmaków, parę butelek po Ognistej i kremowym piwie. Wczoraj, dwójka Ślizgonów zabawiła się, by uczcić kolejny przeżyty tydzień. 
- Muszę ci coś powiedzieć, chociaż nie mogę. Ale zaufam ci – powiedział Zabini. - McGonagall kazała mi razem z Ginny Weasley, wiesz, siostrą rudzielca, przygotować salę na bal. Dlatego nigdy nie mam dla ciebie czasu. Muszę tam być codziennie ponad trzy godziny, bo razem z Weasleyówną nie wyrabiamy. Ta sala jest ogromna, a my musimy ją udekorować i przyrządzić. Jeszcze jakiś pojebany styl, średniowiecze. Dzień w dzień, szukam informacji na ten temat. Żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Ale chujnia, nic nie ma.
- Co kurwa?! Z tą rudą suką?! 
- Nie mów tak o niej, nie znasz jej. Wcale nie jest taka najgorsza, serio.
- Pojebany jesteś. 
- Nie kłamie! Jakbyś spędził z nią więcej czasu, to przyznał byś mi rację. 
- Po moim trupie.
***
- Ja pierdole. Harry, czy ty jesteś pewny, że to jest jego? – zapytała spokojnie Hermiona.
- Tak. Ron jest pedałem, mówię wam. 
- Nie mów tak, to mój brat! 
- Ginny, ale to jest prawda. Ron ma inną orientację. Jest gejem. Boję się.
- Czego? – zapytały równo dziewczyny i popatrzyły się na siebie.
- Że mnie zgwałci w nocy. Pomyślcie logicznie, przecież jak on się zakocha, to lipa. Będzie miał przejebane. I my, jako jego przyjaciele i siostra – tu popatrzył na Ginny – także łatwo mieć nie będziemy.
- Harry ma rację – powiedziała Hermiona. Do Ginny jeszcze nie doszło, że jej kochany braciszek może być gejem. Przecież zawsze był normalny i kochał się w Hermionie. 
- To nie może być prawda, Ron kocha Hermionę. 
- Zaraz! Ron ma pamiętnik! – krzyknęła Gryfonka . Przypomniało się jej o sytuacji sprzed miesiąca, w której to siedzieli przy kominku. Ron miał w ręku notes. Pamiętnik.
- Postaram się go znaleźć. 
- Ej zaraz, nie uważacie, że to dość dziwne czytać kogoś pamiętnik? Naruszymy jego własność. 
- To trochę… Nie uczciwe.
- Tak, lepiej tego nie róbmy.
- Ale z drugiej strony… Jeśli faktycznie ma odmienną orientację?
- Jesteśmy jego przyjaciółmi…
- Nie bądźmy chamscy…
- Jestem jego siostrą, mam prawo wiedzieć kim jest mój brat – tym zdaniem Ginny zakończyła dzisiejszą dyskusję. Odeszła szybkim krokiem, by zaszyć się w swoim dormitorium i cicho płakać w poduszkę. To była dla niej wstrząsająca wiadomość. Nie chciała by jej brat był homo.                                                         
***
     Diabeł i Smok,  zmierzali do wyjścia na błonia, aby potajemnie udać się do Hogsmeade, po zapasy Whisky. Wielokrotnie udawało im się przejść niezauważalnie, więc nie mieli najmniejszej obawy, że ktoś ich przyłapie. Ciszę, przerwał głośny wybuch śmiechu Blaisa. 
- Z czego się tak ryjesz? – zapytał Draco, podnosząc leniwie jedną brew.
- Przypomniało mi się, jak Granger przypieprzyła ci na trzecim roku – powiedział Zabini ukazując śnieżnobiałe zęby, które kontrastowały z jego ciemną karnacją. Draco, na samą myśl o wspomnieniu tego wydarzenia, zacisnął pięści, gotowy rzucić się na przyjaciela. 
- Odwal się – powiedział  cicho. – Od tamtej chwili mój nos nie wygląda już tak samo. 
- Ale przyznaj, ma dziewczyna siłę, prawie powaliła cię z nóg, oczywiście nie w tym sensie – powiedział przewracając oczami. 
-Lepiej było jak się nie odzywałeś – rzucił Draco zakańczając temat. Weszli do baru, znajdującego się za zakrętem i odszukali kumpla, który sprzedawał im alkohol. Porozmawiali z nim krótko, po czym wyszli z towarem na zewnątrz. Skoczyli jeszcze do Miodowego Królestwa, żeby zakupić słodycze na później. Już zmierzali w stronę Hogwartu, kiedy Zabini kątem oka, przyuważył sklep z antykami.
- Malfoy, chodźmy tam! Zobaczę, czym mam się wzorować, przecież robie te pieprzone dekoracje – powiedział Ślizgon i popatrzył na przyjaciela błagalnym wzrokiem. 
- Ja tam nie wchodzę, przecież tamto miejsce jest przesiąknięte szlamem, zaczekam na zewnątrz.
-Jak wolisz, zaraz wracam – Blaise wskoczył na schody i już był w środku. Draco stał spokojnie, do póki nie zauważył dziewczyny łudząco podobnej do Granger. Już szedł w jej kierunku, żeby zwrócić jej uwagę. W końcu jako prefekt, musi pilnować, żeby uczniowie nie wałęsali się bo Hogsmeade.  Ale spostrzegł, że to nie jest Hermiona. Była ona bardzo piękna, więc Draco przygotował się na podryw. Zmierzwił lekko swoje włosy i ruszył w jej stronę. Podszedł do zdziwionej czarodziejki, puścił jej oczko po czym powiedział.
- Cześć, mała. 
- Cześć, przystojniaku – powiedziała po czym zarumieniła się. Draco popatrzył głęboko w jej czekoladowe źrenice. Dziewczyna nie mogąc ulec urokowi chłopaka, rzuciła się na niego i chwilę później, całowali się w ciemnej uliczce. Draco błądził ręką po ciele nieznajomej, lecz nagle cały zesztywniał czując, że dziewczyna rozpina jego rozporek. Draco szybko zepchnął ją z siebie i zaczął szybko uciekać w stronę sklepu z antykami. Z daleka zauważył Blaisea, stojącego na rogu. Dobiegając do niego, chwycił go za ramię i rzucił krótko „Stary, wiejemy!”.  Nie zważając na pytający wzrok przyjaciela, pobiegł w stronę Hogwartu, co chwilę odwracając się by sprawdzić, czy Diabeł dotrzymywał mu kroku. Kiedy wbiegli do zamku, udali się do dormitorium Draco. Zabini, cały zdyszany położył się na łóżku. Po paru minutach odetchnienia, zapytał prefekta.
- Czemu tak szybko biegliśmy, przed czym uciekaliśmy? 
- Rzuciłem zaklęcie, które wywołuje atak szczurów. Musieliśmy wiać. 
- Jesteś szalony. 
***   
     W tym samym czasie, Harry rozwalał wszystko co stało na jego drodze, byle by znaleźć pamiętnik Ronalda. Poszukiwania trwały bardzo długo, lecz zakończyły się sukcesem. Ciekawość wygrała z rozsądkiem i Harry otworzył pamiętnik na ostatniej stronie. Rzuciło mu się w oczy zdanie: „Nie wiem, jak moi przyjaciele na to zareagują, ale Blaise będzie mój”. Harry z szeroko otwartymi oczami, rzucił pamiętnik na swoje miejsce, po czym wstał i usiadł na swoim łóżku. Westchnął cicho z ulgą, myśląc o tym, że przynajmniej nie zostanie zgwałcony przez Rona.  Rozmyślenia, przerwał mu, nie kto inny jak sam Ron, który wszedł do dormitorium i usiadł – z perspektywy Harrego – niebezpiecznie blisko. Wybraniec odsunął się trochę i popatrzył na Rona przepraszająco.
- Co się dzieje? – zapytał rudzielec patrząc dziwnym wzrokiem na przyjaciela.
- Nic, po prostu… śmierdzę. Byłem na Quidditchu.
- Przecież dzisiaj jest sobota, trening mają Krukoni.
- Ale dzisiaj wyjątkowo Krukoni odwołali trening, więc zaproponowałem wymianę, zważając na ładną pogodę.
- Spoko, to idę ćwiczyć brzuszki, na razie. 
***
    Hermiona resztę dnia myśląc o swoim przyjacielu – Ronie. Czy on naprawdę jest gejem? Czy ich stosunki zmienią się przez jego orientację? Te pytania zadręczały ją i nie chciały wybić się z jej głowy. Postanowiła udać się do biblioteki i znaleźć jakąś ciekawą lekturę, która pomogła by jej odtrącić myśli o Ronie. Idąc do biblioteki spotkała Lunę z jej marzycielskim spojrzeniem.
- Hej, Hermiono. Gdzie idziesz? 
- Do biblioteki, a ty?
- Też, pójdziemy tam razem? 
- Oczywiście. Co u ciebie, Luno?
- Dobrze. Wiesz może, czy Harry wspominał coś o mnie? 
- Tak – skłamała Hermiona, która nie chciała zranić przyjaciółki. Luna słysząc te słowa uśmiechnęła się sama do siebie.
- A co mówił? 
- Nie pamiętam, nie słuchałam za bardzo… Byłam zajęta odrabianiem zadania. Ale mówił same dobre rzeczy. Na pewno wspomniał, że jesteś śliczna. 
- To miłe – powiedziała Krukonka, po czym weszły do biblioteki i udały się każda w swoją stronę.              Hermiona szukała czegoś interesującego. Już zobaczyła książkę „Zaklęcia których nie znasz” i sięgnęła po nią, po czym poczuła dotyk chłodnej dłoni. Spojrzała w prawo, żeby zobaczyć kto sięgnął po ten sam egzemplarz. Był to tleniony blondyn o niebieskich oczach  - Malfoy. 
- Oddawaj to, Granger. Tym razem ci nie odpuszczę – powiedział chłopak. Hermiona nie chciała się kłócić, więc oddała książkę chłopakowi  i podeszła do następnego regału. Draco przewrócił oczami i zawołał za nią. Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na niego z zapytaniem. Ślizgon podszedł do niej, włożył książkę w jej delikatne ręce, po czym odszedł bez słowa. 
- Znowu to zrobiłem. Znowu jej odpuściłem. To nie może się powtórzyć. Jednak ma coś w sobie. Coś, co sprawia, że nie potrafię jej już więcej skrzywdzić – powiedział sobie w myślach. Miona widząc oddalającego się chłopaka, wzruszyła ramionami i z uśmiechem wyszła z biblioteki zmierzając w kierunku łazienki Jęczącej Marty. 
     Weszła do łazienki i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Była tam Lavender… Martwa Lavender.